Już od dawna (sami jesteście świadkami) namawiano nas na wizytę w Tahata Ryżowe Pole. I jesteśmy tym wszystkim ludziom bardzo wdzięczni, bo to był strzał w dziesiątkę!
Swoją drogą – Ryżowe Pole znajduje się dokładnie na przeciwko opisywanego już przez nas Moshi Sushi, które bardzo sugestywnie świeciło pustkami, a wręcz nie świeciło się tam w ogóle – najwyraźniej lokal zamknięto. To ulga dla społeczeństwa.
Ale przejdźmy do naszego tematu – panegiryku ku czci Ryżowego Pola. Serio – już od dawna nic nas nie wprawiło w taki zachwyt.
Miejsce jest bardzo ładne i schludne. Tylko trochę przymałe – mają co prawda 3 sale, ale są bardzo wąskie. Na szczęście zastosowano tak iście azjatyckie rozwiązanie – pokaźny zapas parawanów, które zapewniają wystarczające poczucie prywatności.
Super pomysłem są również tytułowe dziury z ryżem w każdym stole – nie dość, że fajnie wygląda, to jeszcze ile radości z zabawy!
No, ale najważniejsze było sushi. Bo było baaardzo dobre.
Tradycyjnie, jak próbujemy czegoś po raz pierwszy to próbujemy… sporo. W związku z tym wzięliśmy Deskę Maków (36szt), po 2szt nigiri z maślaną i łososiem no i jak zawsze krewetkę w tempurze (6szt).
Zacznijmy od ryżu, bo ten element zaskoczył nas chyba najbardziej. Ryż w Tahacie jest nietypowo słodki, jak na to, czego do tej pory próbowaliśmy w Warszawie. Jednocześnie nie jest (ważne) zbyt słodki, chyba, że w połączeniu z tamago, które samo w sobie jest bardzo słodkie. No i tutaj trzeba w Ryżowym Polu uważać, bo tamago było składnikiem przynajmniej trzech rodzajów maków, które znalazły się w naszym zestawie.
W Tahacie również bardzo doceniliśmy ogólny zarys menu, z którego jasno wynikało, że klasyczne sushi wiedzie tutaj prym. Oczywiście, są
grillowane maki, w dwóch rodzajach maków występują dressingi itp itd, ale nie zmienia to faktu, że w większości mamy do czynienia z tradycyjnym sushi.
Zwykłym makom nie mamy właściwie nic do zarzucenia – wszystkie składniki świeże, smaczne. Pewnym odstępstwem od norm jest rozmiar – mieliśmy okazję spróbować jednych z większych maków ever. I nie są duże dlatego, że wypchali je ryżem, tylko naładowane są składnikami. Szczególnie w przypadku futomaków, które niemal ciężko jest upchnąć w ustach – dla żarłoków to piękne!
Natomiast nigiri, z równie świeżą i pyszną rybą zawiodło nas tylko w przypadku łososia, który raczej na pewno był przygotowany wcześniej – czuliśmy wyraźną różnicę w konsystencji ryżu….a na tym etapie naszych kubków smakowych nie da się już oszukać.
No, ale nie czepiamy się. Było dobre i już.
Jeszcze parę słów o makach synkretycznych, o „lokalowych” nazwach „tahata-maki” i „futotahata-maki”. Maślanie smakowały – były napakowane składnikami! Awokado, surimi, łosoś, maślana, tamago, rzepa marynowana, sałata i dressing „samuraj”, który Tuńczykowi (oczywiście) nie przypadł do gustu.
Do tego oczywiście krewetka w tempurze, która również nas nie zawiodła, miała trochę za dużo sałaty wraz z odrobiną dressingu – ale wysoka jakość tempury sprawiła, że nie można się do niczego przyczepić.
Więc na zakończenie – do Ryżowego Pola będziemy wracać na pewno – jest pysznie i świeżo, co obecnie nie zdarza się często.
Co do cen, o których jeszcze nie wspomnieliśmy – są po prostu w normie, jak na ścisłe centrum miasta. Tanio nie jest, ale tragedii nie ma.
Polecamy!
Tuńczyk: 7/10
Maślana: 9/10












